Muzyka Chopina kwintesencją polskości
Temida Stankiewicz-Podhorecka
Każdy z wieczorów tygodnia spędzonego w Filharmonii Narodowej z okazji koncertów przygotowanych w 200. rocznicę urodzin Fryderyka Chopina skłonił do refleksji. Ale nade wszystko tydzień ten dostarczył wielu pozytywnych emocji.
Doznania artystyczne były wielorakie. I dobrze, bo w ten sposób tworzy się pewna dramaturgia niezbędna przecież w odbiorze dzieła. Owo zróżnicowanie wynika z doboru pianistów (wszyscy o międzynarodowej sławie) występujących w Filharmonii z okazji jubileuszu. Każdy z nich ma inny temperament, inną osobowość artystyczną, inny styl, inną estetykę gry oraz inne wyczucie Chopina. Można powiedzieć od Blechacza do Pogorelicia. Ale największym wydarzeniem, najgłębiej przemawiającym do naszych emocji i naszego "czucia" muzyki Chopina był występ Rafała Blechacza z Orkiestrą Symfoniczną Filharmonii Narodowej pod dyrekcją Antoniego Wita.
Podczas wieczoru inaugurującego cykl Koncertów Urodzinowych (trwających od 22 lutego, a zakończonych 1 marca uroczystą galą w Teatrze Wielkim) obaj artyści - Blechacz i Pogorelić, zagrali (oprócz Symfonii Schumanna) ten sam Chopinowski Koncert fortepianowy f-moll. Czy może być większa różnica w interpretacji Chopina aniżeli między tymi dwoma pianistami? Rafał Blechacz, zwycięzca Konkursu Chopinowskiego w 2005 roku, po pięciu latach pięknego i mądrego rozwijania swojej kariery międzynarodowej i zarazem dojrzewania jako osobowość artystyczna, pokazał, jak głęboko wchodzi w rozumienie i odczuwanie muzyki Chopina. Niedawno powiedział, że kiedy wykonuje utwory tego kompozytora, to stara się nie rozdrabniać Chopinowskiego stylu, a swoje myśli koncentruje wokół tego, co mógł on myśleć i czuć, gdy pisał tę muzykę, a potem gdy ją grał. Ta próba zbliżenia, niejako wejścia w psychikę, w emocje, w myśli, w stan ducha kompozytora jest tu nie tylko drogą poszukiwań artystycznych, by najpełniej i najgłębiej oddać to, co zawarte jest w muzyce Chopina, ale jest to także postawa pokory artysty wobec litery dzieła kompozytora. To bardzo szlachetna postawa, rzadko już dziś spotykana. Nie oznacza to jednak braku własnego, indywidualnego i rozpoznawalnego charakteru w graniu dzieł Chopina. Koncert f-moll wybrzmiał pod palcami Blechacza przepięknie, głęboko, z delikatnym muśnięciem poezji i siłą ekspresji zarazem. Ale to, co najbardziej uwyraźnia grę Blechacza i wyróżnia spośród wszystkich pozostałych wykonawców, to zupełnie cudowna, jakaś intuicyjna wręcz umiejętność wyczuwania melancholii Chopina i wyartykułowania jej. Blechacz zagrał koncert wirtuozersko, czysto pod względem stylu, ale nie zabrakło też pewnej dyskretnej spontaniczności. Ponadto słuchaczy urzekło piękne frazowanie i wspaniała komunikacja artysty z dyrygentem Antonim Witem i prowadzoną przez niego Orkiestrą Symfoniczną Filharmonii Narodowej.
W diametralnie odmiennym stylu ten sam Koncert f-moll zagrał Ivo Pogorelić, ale już nie z filharmonikami warszawskimi, lecz z orkiestrą Sinfonia Varsovia pod dyrekcją George'a Tchitchinadzego. Interpretacja Pogorelicia przesycona nadmierną ekspresją, kontrastowaniem, z silnym, można powiedzieć: siermiężnym, a chwilami wręcz agresywnym uderzaniem w klawisze (co spowodowało, że fortepian nieco się rozstroił), nie porwała mnie. Budziła nawet sprzeciw. Być może w ten sposób artysta obnaża stan swego ducha, prezentując bunt wobec... No właśnie, wobec czego? Wobec świata czy wobec Polski w związku z niegdysiejszą porażką w Międzynarodowym Konkursie Chopinowskim, kiedy to 30 lat temu Pogorelić swoją interpretacją Chopina wzbudził wiele emocji, wyjechał bez nagrody, a Martha Argerich na znak protestu wobec werdyktu jury odeszła z jego składu. Ta konkursowa historia zresztą przyczyniła się do rozsławienia nazwiska Pogorelicia.
Między pozostałymi pianistami biorącymi udział w cyklu Koncertów Urodzinowych aż tak wielkich różnic nie było. A ogromna porcja przepięknej muzyki w wykonaniu światowej sławy artystów, jak Janusz Olejniczak, Piotr Anderszewski (jedyny pianista, który w swoim programie nie umieścił Chopina, tylko muzykę niemiecką: Jana Sebastiana Bacha, Roberta Schumanna i Ludwika van Beethovena), Garrick Ohlsson, Murray Perahia, Kevin Kenner, Nelson Goerner, Evgeny Kissin i inni - to rzecz nie do przecenienia.
Bez Zimermana
Pośród tej światowej plejady gwiazd pianistyki dziwić może brak Krystiana Zimermana. I to nie tylko w cyklu Koncertów Urodzinowych, ale wiele wskazuje na to, że Zimerman nie pojawi się w ogóle w Polsce podczas trwającego przecież Roku Chopinowskiego. Dziw nad dziwy. Zaproszenie Zimermana ze strony polskiej jest nieustające. Stanisław Leszczyński, pomysłodawca i szef cyklicznego festiwalu "Chopin i jego Europa", w wywiadzie udzielonym "Magazynowi Chopin" powiedział, iż od dawna usiłuje na różne sposoby dotrzeć do Zimermana. "Próbowałem się dowiadywać o jego aktualne preferencje repertuarowe, podsuwać najdogodniejsze terminy uwzględniające jego bieżące plany w sensie i repertuarowym, i geograficznym. Nie stawialiśmy żadnych ograniczeń finansowych - wszystko bezskutecznie" - mówił dyrektor Leszczyński. A już zupełnie w kategoriach żartu można potraktować wiadomość, że znakomity włoski pianista Maurizio Pollini, laureat Konkursu Chopinowskiego sprzed 50 lat, też wielokrotnie zapraszany przez Stanisława Leszczyńskiego, podobno czeka na powrót socjalizmu w Polsce. No cóż, bywają kapryśne gwiazdy, i to trzeba zrozumieć. A z drugiej strony, świat się nie zawali z powodu braku Zimermana. Z Zimermanem czy bez Chopin zawsze będzie wywoływał najgłębsze wzruszenie u słuchającego. Nie trzeba być aż muzykiem, nie trzeba być aż chopinologiem, nie trzeba być nawet wytrawnym melomanem, by usłyszeć i rozumieć, co mówi do nas Chopin przez swoją muzykę. Jego utwory przenikają wprost do tych najczulszych miejsc ludzkiej duszy i zapadają głęboko w serce zarówno "maluczkich prostaczków", jak i wyrafinowanych specjalistów muzycznych. Nie mówiąc już o pianistach, dość popatrzeć na ich twarze, kiedy grają Chopina. I niezależnie od tego, skąd przybywają - z Polski czy ze świata, gdy tylko dotkną palcami klawiszy i rozlegną się dźwięki mazurków, polonezów, nokturnów, ballad czy któregoś z koncertów - na ich twarzach można zobaczyć zanurzenie się w muzyce Chopina.
Sercem nasz, choć świata obywatel
W czym tkwi tajemnica tej doskonałej komunikacji między sztuką a odbiorcą? I jak to się dzieje, że stanowiąca kwintesencję polskości muzyka Chopina, powstała w kulturze o korzeniach chrześcijańskich, porywa ludzi na całym świecie, na wszystkich kontynentach i komunikatywnie dociera do tych, których wrażliwość duchowa ukształtowała się na diametralnie innej kulturze aniżeli europejska. Myślę tu na przykład o Azji, Dalekim Wschodzie. W Chinach zainteresowanie Chopinem zatoczyło już tak szerokie kręgi, że można mówić o tym nie tylko jako o zjawisku kulturalno-muzycznym, ale wręcz społecznym. Ludwik Beethoven czy Wolfgang Amadeusz Mozart nie cieszą się tam aż taką popularnością jak Chopin - kompozytor na wskroś polski, narodowy, patriotyczny. No i chrześcijański także, wychowany w katolickim domu i wierzący. Według znawcy Chopina, profesora Mieczysława Tomaszewskiego, znakomitego polskiego muzykologa, Chopin był religijny. W jednym z udzielonych wywiadów profesor Tomaszewski podaje przykłady, które świadczą o sylwetce duchowej i religijności kompozytora. Przywołuje też słynne zdanie George Sand o Chopinie: "Jednego nie mogę mu wybaczyć - jego zasklepienia w katolicyzmie".
Wybitny polski kompozytor Wojciech Kilar podkreśla w utworach Chopina wagę melodii. Powiada, że muzyka zaczęła się od melodii i na melodii się kończy. To właśnie melodia jest tym najbardziej skutecznym środkiem docierającym do słuchacza i pozwalającym mu rozumieć, co mówi do niego kompozytor. "A Chopin otrzymał dar melodii i w tym tkwi jego ogromna siła stawiająca go na wyżynach sztuki wszech czasów" - zauważa Kilar w niedawno wydanej książce "Chopinspira", w której polscy kompozytorzy wypowiadają się na temat muzyki Chopina i jej inspiracyjnej siły we współczesnych kompozycjach.
Jest też jakaś tajemnica w muzyce tego wielkiego kompozytora. Tajemnica, którą trudno zwerbalizować i która nie poddaje się zdefiniowaniu, a która mieści się gdzieś między dźwiękiem a nutami. Zupełnie jak coś metafizycznego. Pewnie dlatego mówi się o twórczości Chopina, że nie jest z tego świata. I to jest ten "drobny" szczegół dany tylko Chopinowi. Naszemu Chopinowi. Bo on jest bardzo nasz, choć należy już do całego świata. Ale jest nasz, bo jego polonezy, mazurki, etiudy, nokturny, koncerty są świadectwem narodowej przynależności kompozytora. Jego dzieło jest właśnie taką deklaracją. Także słowa Cypriana Kamila Norwida o muzyce Chopina: "I była w tym Polska od zenitu Wszechdoskonałości dziejów", potwierdzają tę deklarację. Po śmierci naszego wybitnego kompozytora Norwid napisał w nekrologu: "Rodem warszawianin, sercem Polak, a talentem świata obywatel". Wszystko, co napisał Norwid o muzyce Chopina, dotyka istoty dzieła kompozytora. Słowa wieszcza zawarte w poemacie "Promethidion" okazały się prorocze: "W Polsce od grobu Fryderyka Chopina rozwinie się sztuka, jako powoju wieniec, przez pojęcia nieco sumienniejsze o formie życia, to jest o kierunku pięknego, i o treści życia, to jest o kierunku dobra i prawdy. Wtedy artyzm się złoży w całość narodowej sztuki".
Kiedy słuchamy dziś Chopina, gdzieś z oddali słychać też prorocze Norwidowe słowa. I to są nasze korzenie. Nie do wyrwania.
Nasz Dziennik 2010-03-06
mj